Przytłaczająca ilość rzeczy każdego ranka
Tworzenie nowej przestrzeni z zasadą minimalizmu w łazience odbyło się podobnie jak w poprzednich. Wyciągamy wszytsko na zbawienną drewnianą podłogę, rozdzialamy i to co racjolanie używam zostawiam. Ale pojawia się problem: jeśli mam 5 balsamów, 8 rodzajów perfum oraz kosmetyki, których nie wyrzucę, co zrobić?
Podchodzę do planu w następujący sposób:
- wybieram po jednym z rodzaju kosmetyków, które używam jako "morning routine". Wybieram krem, lakier do włosów, maszynkę do golenia i inne rzeczy, którze używam rzeczywiście rano.
- wybieram kosmetyki, które używam jako "evening routine. Tutaj dokładam podobnie po jednej z rodzaju rzeczy.
- wybieram maxymalnie dwa rodzaje perfum, które teraz będę używał: jedne na dzień, jedne na wieczór.
Poradziłem sobie wyjątkowo dobrze, ale obyło się bez konsternacji, bo które wybrać, co wiem co mi się spodoba jutro rano? Ale te same konsternacje miałem co poranek. Wyszukiwałem w tonach balsamów, perfum to co chce dzisiaj użyć. Mimo ze w dużym wyborze ponawia się złuda możliwości, to tak naprawdę już od rano w tej złudzie grzebiemy by odnaleźć ten jeden, dwa ulubione zapachy czy kremy. Tez mnie to zdziwiło, gdyż za możliwość świadomości dużego wyboru, którego i tak nie korzystam, skazuje się na przytłaczająca ilość rzeczy każdego ranka, przez które muszę się przegrzebać by wybrać i tak to samo. Wybrałem te ulubione, pojawiła się nowa przestrzeń i oddech. Pozostałe nadwyżki schowałem w pojemniki na półce. Zużyje jeden, sięgam po drugi. Można?
Dodatkowo przy segregacji całej łazienki uświadomiłem sobie, że mimo porządku można mieć przeterminowane próbki kremów, które ktoś kiedyś nam dał, i kiedys... je użyjemy. Zaszokowałem się ile można mieć nożyczek, pilniczków, które nie działają, ale są. Szamponów do włosów... bo przecież się kończy i trzeba kupić następny. Maszynki do golenia, zestawy do brody.... którą może kiedyś zapuszczę.
Dodatkowo przy segregacji całej łazienki uświadomiłem sobie, że mimo porządku można mieć przeterminowane próbki kremów, które ktoś kiedyś nam dał, i kiedys... je użyjemy. Zaszokowałem się ile można mieć nożyczek, pilniczków, które nie działają, ale są. Szamponów do włosów... bo przecież się kończy i trzeba kupić następny. Maszynki do golenia, zestawy do brody.... którą może kiedyś zapuszczę.
Jak to teraz wyglada?
Mam kosmetyki do daily routine. Zestaw, który używam rano i drugi wieczorem. Jak teraz na to patrzę to jestem wolny od zastanawiania się rano co wybrać, gdzie one są i szukać je w kosmetyczne, bo stoją gotowe do użycia w swoim czasie. Teraz mogę spojrzeć na każdą rzecz i ma ona racjonalne wyjaśnienie po co jest i po co stoi na półce. I to sprawia mi radość, bardziej cieszę się ze jest i używam jest w konkretnym celu. Jest wiecej przestrzeni, kolejnej, świadomej.Bycie minimalistą nie oznacza ze muszę mieć jeden krem, jedne perfumy i nic więcej. Nie jestem pustelnikiem. Wybieram to co racjonalnie sprawia mi radość. Nie chodzi o to, aby wyzbyć się konsumpcjonizmu, ale pozbyć się impulsylnego konsumpcjonizmu. To moje wartości w moim nowym minimalnym życiu.
Wcześniej uznajmy to za chaotyczną twórczość
Wybrałem to co niezbędne










Komentarze
Prześlij komentarz